Z innej beczki: muzyka przy pracy
Pewnie zauważyliście, że kiedy pracuje się w ciszy, to po jakimś czasie wydaje się to takie dziwne.
Nie wiem, może to jakieś moje ‘zboczenie’, ale bez muzyki praktycznie nic nie napiszę ;p
„Po pierwsze – gatunek.
Osobiście lubie, a nawet kocham metal, szcególnie – Cannibal Corpse,Behemoth.
Ale powiedzmy szczerze, to się do pracy nie nadaje. Nie potrafię się aż tak skupić, by nie wypraszało mnie growlowanie i wreszczenie „SAAAATAN” w słuchawkach ;p
Dobra jest muzyka lekka, byle nie pop, najlepiej pare(naście) lat do tyłu. Idealne dla mnie były Queen i The Police, czy też Sting solo.
Jeśli przy rocko-podobnych zespołach jesteśmy, to kocham Gunsów, ale ich muzyka do pracy się niezbyt nadaje. Tak więc – dobry jest lekki rock, albo połączenie rocko-popu, byle nie coś w stylu Jonas Brothers* czy cuś takiego.
* – dobra, jak ktoś to toleruje to niech mu będzie, ale generalnie chodzi mi o to, że takie klasyczne, dzisiejsze zespoły się nie nadają.
Żadne techno,trance etc. mi do gustu nie przypadły, nawet nie chodzi o to, że takiej muzyki generalnie nie trawie, ale ciągłe „jebut,jebut,bam,jebut” to chyba nie jest muzyka do kodzenia.
Po drugie – głośność.
Nie ustawiajcie muzyki na cały regulator, bo potem zwyczajnie bolą uszy, starajcie się też raczej słuchać na głośnikach, nie męczy się tak wtedy uszu (mam dobre słuchawki, a mimo to po paru godzinach mam już dość).
Oczywiście może się okazać, że ktoś najlepiej pracuje przy Cannibal Corpse, albo przy Feel’u, ale moje zdanie znacie.
Poza tym ten post jest całkowicie subiektywny ^.-

Linkin Park – Minutes to Midnight